Historia jest prosta - stary, upadający "pijarowiec" próbuje w jakiś sposób odbić się od dna. Jego perypetie są obfite w relacje z kontrowersyjnymi ludźmi, także gwiazdami. Narkotyki, śmierć, konflikty rasowe, benefisy - takich tematów dotyczy film. Rolę takiego człowieka bez entuzjazmu, przesyconego marazem, Pacino udało się zagrać wyśmienicie, ale... nic więcej. Reżyser nie wydobył z niego prawdziwych umiejętności. Niektóre sceny są szablonowe lub nawet wymuszone, rażą brakiem pomysłu. Sama fabuła pozostawia wiele do życzenia. Nie wiem, jaki był główny cel i założenia reżysera Daniela Algranta, ale wątpię, aby miał tyle niedomówień i urwanych wątków w zamyśle. Coś się zaczyna i kończy bez większego wyjaśnienia, ktoś się pojawia i znika. Odnoszę wrażenie, że jednak to było celowe, bo inaczej takich kontrowersyjnych posunięć czy rozwiązań nie da się wyjaśnić. To w nadmiarze szkodzi i psuje ogólny wizerunek filmu. Muzyka? Nie zachwyciła. Ścieżka dźwiękowa prawie nie istniała, zdarzały się krótkie przejścia. Nic ciekawego. Dominowały sceny dialogów, dialogów i... dialogów. Przez co akcja stała na niskim poziomie, nie mówiąc o napięciu. Jedyne co ratuje ten film, to przede wszystkim Al Pacino, który i tak nie zachwyca. Sądzę, że inny aktor mógłby pogrążyć ten film definitywnie. Dodatkowo warto wspomnieć, że niektóre (co aż dziwi) dialogi i sceny są momentami ciekawe, a teksty Al Pacino dość refleksyjne, z pogranicza filozofii. Dodatkowo ładna Kim Basinger. Trudno jednoznacznie ocenić ten film. Większość powie, że jest nudny, inni mogą się zachwycać Pacino z sympatii. Jak dla mnie średniak, chociaż każdy powinien ocenić go indywidualnie. Należałoby odradzić, ale nie robię tego ze względu na najlepszego aktora świata.
Moja ocena: 5/10
0 komentarze:
Prześlij komentarz