Jedno nazwisko autora wskazywało na samodzielną pracę, ale ku zaskoczeniu odkryłem, a raczej przeczytałem, że nad książką pracowało dwóch panów ze Skandynawii. Mam sporo do czynienia z taką literaturą i wiem, że ludzie stamtąd potrafią pisać. W tym wypadku wybili się nawet poza schematy. Bo o czym właściwie jest ta opowieść? Na okładce mamy napisane, że jest to thriller filozoficzny. Owszem, jest - i to w pełnej krasie. Ten dreszczyk emocji wymieszany z tą filozofią opiera się na ciągłym dążeniu rozwikłania zagadki: kim są tytułowi dobrzy ludzie? Dziwne morderstwa, znaki na plecach w postaci niby-tatuaży, matematyczne schematy. Muszę niestety rzucać hasłami, bo od samego początku książka odsłania przed nami nowe informacje - każda strona wzbudza kolejną dawkę emocji. Zdradzanie ich tutaj nie miałoby żadnego sensu. Wspaniale został wykreowany główny bohater- Niels Bentzon. To mężczyzna, który pracuje jako negocjator, ma swoje udziwnienia, problemy, przez co jest bliski czytelnikowi. Problem zła i dobra, który musi być na nowo zdefiniowany jest dla niego ciągłym wyzwaniem i pościgiem zarazem. Może to niejasny obraz tego wszystkiego, ale ciężko to opisać, tak żeby nie zdradzić najcenniejszych informacji, bo tutaj pojawia się pewien paradoks - ze względu na oryginalność treści i nietuzinkowość. Dzięki temu każda informacja ma w tym wypadku swoją wartość, a jej zachowanie broni kuszącej tajemnicy książki. Zbliżają się Święta. Fabuła osadzona jest właśnie w tych dniach okołoświątecznych i samej Wigilii, więc myślę, że warto w tych dniach sięgnąć po to, jak dla mnie, najlepsze w swym gatunku dzieło. Tylko jedna subtelna uwaga! Ci, którzy nie czytają książek i nagle skuszą się na tę pozycję, mogę poczuć się wciągnięci w niezrozumiały wir. Raczej dla smakoszy pożywnej treści. Podsumowując: uzasadnione brawa!
Moje ocena: 10/10
0 komentarze:
Prześlij komentarz